Co mi się podobało tej zimy.

Słońce wygląda teraz zza chmur. W moim mieście nie ma śladu zimy, ale z okna balkonowego dostrzegam ją jeszcze, na widocznych dziś górach Beskidu Śląskiego.

Przeżycie zimy bez długiego czasu słońca, było uzdrawiające i niesamowite. Były trudne chwile i takie, w których “wyciągałam” (dosłownie) włosy i doszłam do punktu, w którym czułam się gotowa na nadejście tych bardziej błotnistych dni, ale nie mogłam być bardziej wdzięczna, za tak wspaniałą zimę i wyjątkowo piękne, mroźne dni.

Ja i mój syn spędziliśmy wiele nocy przy ogniu i mam tu na myśli ciepło naszego wspólnego bycia razem, ale też ogniska na górskich polanach, piliśmy herbatę, czytając książki i pozwalając, aby wolniejsze dni były normą, nauczyliśmy się nowych rzeczy. Adaś zdecydował, że w tym sezonie chce, tak jak jego mama – jeździć na snowboardzie. A ja nawiązałam współpracę z wieloma ciekawymi ludźmi, którzy mocno działają w terenie i mogłam do perfekcji opanować min. splitboarding (dzięki Beret).

Mentalnie uzdrowiliśmy nasze ciała i jedliśmy naprawdę więcej zupy oraz rukoli ( haha!!) , niż myślałam.

Tej zimy nauczyłam się naprawdę odczuwać ją w nowy sposób. Od długich spacerów po cichym lesie, górskich pustych szlakach, po głębokie ciepło przyjaciół przy stole (szczególnie miło wspominam włoską kolację w ustrońskim apartamencie z przyjaciółmi), które przeciwdziałają negatywnym temperaturom za naszymi drzwiami. To był okres zwalniania i odejmowania, a co najważniejsze spokojnego życia.

Jestem zarówno podekscytowana, jak i smutna, że wiele dni odpuściłam, nigdzie nie wyjeżdżałam, ale beztrosko wylegiwałam się pod kocem, czytając książki i nadrabiając kulinarne odkrycia, które zimą smakują jakoś bardziej.

Myśląc o nowych rutynach, pomyślałam o rzeczach, które naprawdę sprawiły, że to była, naprawdę niesamowita zima. Wiem, że to koniec sezonu, ale nadal uważam, że ważne jest, aby wiedzieć, co pomogło nam w pełni wykorzystać sezon, zwłaszcza ten, który czasami może wydawać się wyzwaniem do pokonania.

Postanowiłam więc zebrać te wszystkie (a na pewno większość) rzeczy oraz miejsc i opisać, co sprawiło, że zima była naprawdę piękna. Chociaż jestem pewna, że śnieg nie „powiedział” ostatniego słowa i  zanim naprawdę znajdziemy się w otoczeniu ciepłego wiosennego wiatru, majówka nam przypomni, jak bardzo się myliłam.

Zerknij na listę rzeczy, moich umilaczy, do czasu, aż wiosna się w pełni ujawni.

– puchowa kurtka MAŁACHOWSKI : a dokładnie Sweter puchowy Lady Limited II . Kurtka w całości wyprodukowana w Polsce, jest idealna na zimę i stanowi pośrednią lub zewnętrzną warstwę termiczną.

– kurtka Columbia : Kiedy chcę zminimalizować ilość rzeczy na wyjazd, zabieram tą kurtkę! To prawdziwe trzy w jednym. I jest naprawdę bardzo ciepła. Przekonałam się podczas bardzo mroźnego podejścia na Pilsko. Idealna dla prawdziwych zmarzluchów.

– snowboard / splitboard : Uwielbiam szusować po najświeższym puchu i czuć ciszę lasu, gdy robię nowe ślady na śniegu. Mój syn swoje pierwsze kroki na nartach stawiał w wieku 3 lat (teraz ma 6 lat), a w tym sezonie (tak jak wspomniałam w tekście powyżej) sam zdecydował, że chce jeździć na desce „tak jak Ty mamo”. Będzie nam bardzo brakować tego zimowego krajobrazu, bo mamy bardzo dużo wspólnych wypadów na koncie w tym roku i to było fantastyczne doświadczenie, widzieć, jak ten młody organizm, chłonie bez problemu nową zajawkę. A jego mama, pochłonęła zajawkę, jaką jest splitboard i nawet kiedy, wyciągi były niedostępne dla snowboardzistów, to nie stanowiło to dla mnie najmniejszego problemu, aby iść szusować w świeżym puszku.

– wspominając, że mentalnie uzdrowiliśmy nasze ciała, mam tu na myśli pobyt w górskim apartamencie „USTRONNE ZACISZE”. Właśnie w tym miejscu, razem z synem i przyjaciółmi, spotkaliśmy się na kolacji, by świętować przyjaźń i dobre jedzenie. Całym sercem polecam te apartamenty, które w obecnych czasach (wiemy jakich) nie stanowią żadnego zagrożenia, a można naprawdę się zrelaksować i poznać przepiękne miasto Ustroń, wśród Beskidu Śląskiego.

– kolejnym bardzo przytulnym i bezpiecznym miejscem na mapie (tym razem) Wisły, są „Domki Ciszy mi Daj”. Jak sama nazwa wskazuje, tu odpoczniesz, zdystansujesz się. Taka niedaleka odskocznia od swojego miejsca zamieszkania, naprawdę dobrze „robi na głowę”.

– jadąc ciut dalej, dokładnie do Istebnej, możemy „zaszyć” się w totalnie dzikim miejscu. Mini domkach, które mają widok na góry i można o świcie lub na dobranoc, wyskoczyć do sauny i się zrelaksować. To miejsce nosi nazwę WOODBOX Istebna.

Podsumowując ten wpis, wspominam jeszcze jedną zimową przygodę, bardzo kobiecą. Wypad na Turbacz. Bo dobre towarzystwo jest ponad wszystko. ♥

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *